|
sobota, 10 września 2011; 09:24:00 Od pewnego czasu chodzi za mną koncepcja, dość nietypowa, śpiewnika, który byłby organistowską "encyklopedią", "uniwersum". Pomysł polega na tym, żeby poruszając się w ramach dwóch okładek zawrzeć WSZYSTKO, co jest potrzebne organiście do jego pracy. Mam tu na myśli śpiewnik + np. Oremus. Koncepcja zewnętrzna: - Pozycja byłaby dość obszerna, przez co gruba (przewiduję z 1000 stron), pomimo formatu A5 i średnio-małej czcionki (na wzór Exsultate Deo). - Ewentualna możliwość zastosowania cieńszego papieru (na wzór Siedleckiego), lecz może się to kłócić z koncepcją nie przewracających się kartek, czyli całość nie szyta, nie klejona, tylko z metalową obręczą (na wzór Abba Ojcze). - Duży nacisk położony na to, aby pieśni nie kończyły się po przeciwnych stronach kartek (dopuszczam możliwość, że pieśń zaczyna się na stronie parzystej/lewej, a kończy na stronie nieparzystej/prawej). - Odnoście stosunków melodia-tekst, myślę, że nie byłoby złe, gdyby wszystkie wersy/zwrotki, znajdowały się bezpośrednio pod melodią. - Brak "tytułów", pieśni numerowane niezależnie od stron *(o tym dalej). - CO NAJMNIEJ 10 wstążek/zakładek (przykładowe kolory: biała, żółta, pomarańczowa, czerwona, fioletowa, niebieska, zielona, czarna, srebrna, złota), co w przypadku obręczy nie jest problemem i ewentualnie można sobie dowiązać własne. Koncepcja wewnętrzna: (układ śpiewnika) 1. Wyciąg przepisów dotyczących muzyki liturgicznej WSZYSTKO, co jest o muzyce z OWMR i KKK oraz dodatki 2. Przebieg mszy Na wzór T E G O z rozpisaniem w nutach wszelkich możliwych melodii dialogów, aklamacji. Śpiewy na pokropienie, melodie psalmów i śpiewów przed Ewangelią oraz części stałe dostosowane do tego porządku. Zbiór jak największy, ale melodii przystępnych, a nie cudów na kiju, których i tak nikt nie wykonuje. 3. Pieśni W BEZWZGLĘDNYM UKŁADZIE ALFABETYCZNYM *(o tym dalej) 4. Nabożeństwa Wszelkie litanie, nieszpory, godzinki, gorzkie żale itd. Oczywiście z zaproponowanymi wieloma wersjami melodycznymi. 5. Spis treści Na początek autorzy tekstów i melodii, potem indeks pieśni: * To w indeksie będzie widoczne przyporządkowanie pieśni do określonego "gatunku". W ten sposób łatwo uzyskać mnogość zastosowań do jednej pieśni bez utraty cennego miejsca w śpiewniku. Pieśni od razu uporządkowane alfabetycznie nie powinny utrudniać odnalezienia i bez indeksu. Możliwa jest koncepcja otwierana z boku, na zasadzie zakładki przyczepionej, czy połączonej z okładką. Propozycja układu indeksu: "" OKRES LITURGICZNY skrót - "gatunek" "" ADWENT PZ - Przyjście Zbawiciela [powtórne, oczywiście] Zw - Zwiastowanie NMP BN - BOŻE NARODZENIE WIELKI POST Pk - Pokutne Ps - Pasyjne NP - Niedziela Palmowa WIELKANOC ZP - Zmartwychwstanie Pańskie WP - Wniebowstąpienie Pańskie (pogranicze okresów liturgicznych) DŚ - Duch Święty (pieśni dobre także na bierzmowanie, czy przed homilią) TŚ - Trójca święta (dobre także na chrzest) OKRES ZWYKŁY Pw - [pieśni] Powszednie/Przygodne/Uniwersalne/Ogólne, jakkolwiek by je nazwać SJ - Serce Jezusa Ma - Maryjne Św - Święci Pt - Patriotyczne CK - Chrystus Król Śl - Ślubne (o miłości) Pg - Pogrzebowe (za zmarłych) (i znów pogranicze okresów) Eu - Eucharystyczne Uw - Uwielbienia/Dziękczynne ponadto warto byłoby w indeksie zaznaczyć następujące rzeczy: * - modalność / stylistykę modalną ! - czy jest to hymn & - czy jest to pieśń antyfonalna lub z refrenem Uznałem, że nie ma co w takim śpiewniku umieszczać pastorałek, bo i tak nie za bardzo pasują do liturgii, więc na Boże Narodzenie same kolędy. Mam wątpliwości co do wydzielania Niedzieli Palmowej i umiejscowienia pieśni do Ducha i Trójcy. Teraz przykładowo: "Cóż Ci Jezu damy", znajdowałoby się w "Pw", "CK" i "Uw", dodatkowo oznaczone byłoby "&". "Z dawna Polski" byłoby w "Ma" i "Pt". itp itd Ewentualne opcje: Możliwa byłaby opcja dwutomowa zawierająca same pieśni w jednym tomie, który mógłby służyć za śpiewnik dla ludu i całą resztę w tomie drugim. Etykiety: liturgia, moja twórczość, muzyka, religia, Uniwersalny Śpiewnik Liturgiczny Limak X. Robczuk wtorek, 28 grudnia 2010; 16:08:00
Działalność koncertowa rozpoczęta (=. Powstał zespół rockowo-bluesowo-jazzowy, w którym mam przyjemność grać na wibrafonie i innych instrumentach perkusyjnych. Działalność zespołu ograniczona jest dopiero tworzącym się repertuarem, jednak wszystko zmierza we właściwym kierunku do utworzenia dobrego zespołu grającego ambitną muzykę rozrywkową. Poniżej nagrania z pierwszego koncertu (=:
![]() ![]() ![]()
Limak X. Robczuk środa, 8 grudnia 2010; 10:07:00
Bardzo prosto!
(dla jasności wyjaśnię, litery wielkie oznaczają tonacje durowe, małe mollowe, # oznacza krzyżyk, a b oznacza bemol.. proste jak sznurek w kieszeni (;) Zakładam, że osoba, której potrzebne jest zastosowanie koła kwintowego umie budować tercje małe w górę i w dół, więc wystarczy zapamiętać, że tonacje mollowe budujemy od 6 stopnia skali durowej, czyli zawsze tercję małą/3>/trzy półtony w dół od prymy damy durowej. Warto także sobie zakodować, że tonacja C nie ma żadnych znaków przykluczowych (;. 1. - 5min uczymy się ciągu krzyżyków na pamięć (powtarzamy jak mantrę przez 5 minut): #f #c #g #d #a #e #h fis cis gis dis ais eis his #f #c #g #d #a #e #h fis cis gis dis ais eis his #f #c #g #d #a #e #h fis cis gis dis ais eis his #f #c #g #d #a #e #h fis cis gis dis ais eis his #f #c #g #d #a #e #h fis cis gis dis ais eis his #f #c #g #d #a #e #h fis cis gis dis ais eis his 2. - 2min Opanowanie tonacji krzyżykowych. Zasada jest banalna. Weźmy sobie tonację A. Nie pamiętamy ile ma krzyżyków, więc znajdujemy dźwięk prowadzący / siódmego stopnia. Jak już mamy #g, to odliczamy po kolei krzyżyki, najlepiej na palcach: #f, #c, #g. Stąd wniosek, że A-dur ma trzy krzyżyki (;. Dźwięk prowadzący w gamach krzyżykowych jest zawsze ostatnim podwyższeniem (;. Teraz dla próby tonacje D, H i #F: D: - znajdujemy dźwięk prowadzący: #c - odliczamy: #f, #c - W tonacji D-dur mamy dwa krzyżyki H: - znajdujemy dźwięk prowadzący: #a - odliczamy: #f, #c, #g, #d, #a - W tonacji H-dur mamy pięć krzyżyków #F: - znajdujemy dźwięk prowadzący: #e - odliczamy: #f, #c, #g, #d, #a, #e - W tonacji Fis-dur mamy sześć krzyżyków 3. - 5min uczymy się ciągu bemoli na pamięć (powtarzamy jak mantrę przez 5 minut): b be ba bd bg bc bf b es as des ges ces fes b be ba bd bg bc bf b es as des ges ces fes b be ba bd bg bc bf b es as des ges ces fes b be ba bd bg bc bf b es as des ges ces fes b be ba bd bg bc bf b es as des ges ces fes b be ba bd bg bc bf b es as des ges ces fes 4. - 3min Opanowanie tonacji bemolowych. Zasada jest prosta. Weźmy sobie tonację bA. Nie pamiętamy ile ma bemoli, więc odliczamy po kolei bemole, najlepiej na palcach, aż dojdziemy do prymy tonacji: b, be, ba następnie dodajemy po prostu jeden bemol b, be, ba, bd Stąd wniosek, że As-dur ma cztery bemole (;. Dźwięk prymy w gamach bemolowych jest zawsze PRZEDOSTATNIM obniżeniem (;. Teraz dla próby tonacje bD, B i F: bD: - odliczamy bemole do prymy: b, be, ba, bd - dodajemy jeden: b, be, ba, bd, bg - W tonacji Des-dur mamy pięć bemoli B: - odliczamy bemole do prymy: b - dodajemy jeden: b, be - W tonacji B-dur mamy dwa bemole ! F: - odliczamy bemole do prymy: ?jak to! nie ma co odliczać.. czyli dajemy 0 bemoli. - dodajemy jeden: b - W tonacji F-dur mamy jeden bemol (; ___________________________________________ Ot i cała filozofia (=. Etykiety: edukacja muzyczna, muzyka, zasady muzyki Limak X. Robczuk
Komentarze:
5. Wyraź swoje zdanie.
piątek, 10 grudnia 2010 00:15:00 CET
Cóż sprytna metoda, ale jednak jest to chyba sztuka dla sztuki ;) Lepiej wkuć to raz a porządnie. Bo to jest jak z tabliczką mnożenia - też można kombinować, robić rozkłady... Ale po co? Lepiej mieć to z automatu wyuczone ;)
Pzdr piątek, 10 grudnia 2010 21:57:00 CET
Właśnie rzecz w tej metodzie polega na tym, że nie trzeba kuć całego koła, tylko w trzy sekundy rozpoznać każdą tonację (;. W przypadku, gdy mamy nuty wystarczy spojrzeć na ostatni krzyżyk lub przedostatni bemol, żeby rozpoznać tonację.
sobota, 11 grudnia 2010 13:43:00 CET
Kamil ma bloga i się nawet nie pochwalił...no wiesz ty co?!
wtorek, 28 grudnia 2010 20:17:00 CET
No to może przydać się nawet mi... ;]
wtorek, 26 kwietnia 2011 23:50:00 CEST
Przyjemna metoda nauki.
Człowiek i tak się tego wykuje, ale po co "klepać" to na pamięć, jak przy takim praktycznym sposobie, szybko wejdzie to do głowy. Nawet w sytuacji gdybyśmy kolejności #, czy b zapomnieli, zawsze można sobie to ustalić. Pozdrawiam, Oktawian. niedziela, 10 października 2010; 23:28:00
Urodziłem się w Słupku, w rodzinie porządnych ludzi. Wychowywałem się początkowo na przy-kamienicznym podwórku. Miło wspominam te błogie lata. Przedszkole też miło wspominam, choć kojarzę, że raczej zamykałem się we własnym świecie i trzymałem z bardzo ograniczoną grupą dzieci. Ale mi to odpowiadało. Od najmłodszych lat chciałem być kimś "wielkim", praktycznie nie marzyło mi się bycie policjantem, lekarzem, czy strażakiem.
Mama szybko nauczyła mnie czytać i pisać. Z ich relacji wiem, że radziłem sobie z czytaniem już w wieku 3 lat, niedługo później składałem literki w wyrazy na papierze. W domu zawsze była muzyka. Tata pogrywał na gitarze, mama na akordeonie. Odkąd pamiętam mieliśmy w domu mały keyboard, idealnie dostosowany do moich pięcioletnich paluszków. Wtedy mama pokazała mi pierwsze melodyjki: "Wlazł kotek na płotek" oraz "Pojedziemy na łów". I tak bawiąc się tym keyboardem nieświadomie wkraczałem w świat, z którego nie ma odwrotu - do świata percepcji dźwięku (jak to mądrze brzmi q;). Pamiętam także, jak zacząłem (podglądając grającą mamę) dodawać kolejne głosy, proste akompaniamenty na dwóch dźwiękach. W wieku siedmiu lat odkryłem przypadkiem dominantę. I tak oto narodził się mój słuch harmoniczny. Korzystając z gotowych, keyboardowych podkładów próbowałem dopasowywać akordy do melodii. Mama widząc moje zainteresowanie muzyką zapisała mnie do szkoły muzycznej. Miał być akordeon, ale moje warunki fizyczne na to nie pozwalały, więc zaproponowano fortepian. Byłem ucieszony, ale niecierpliwy.. trzeba było siedzieć i ćwiczyć, a ja byłem na to zbyt ruchawy. Więc po drugiej klasie fortepian, wraz z całą szkoła muzyczną musiałem opuścić ze spuszczoną głową. Przez rok, w wieku 10 lat odczuwałem ogromny brak, czegoś bardzo ważnego w moim życiu. Całe szczęście, że wciąż było (do dziś jest) pianino elektryczne, przy którym począłem grać jakieś proste harmonie. W tym okresie życia odkryłem przewroty i trójdźwięki poboczne, co okazało się wystarczającą wiedzą do rozpoczęcia.. aranżacji i kompozycji. Po takich doświadczeniach nie widziałem dla siebie innej drogi, jak powrotu do szkoły muzycznej. Jednak musiał to być instrument bardziej "aktywny" niż fortepian. Wszystkie dętę i strunowe także odpadają, więc została.. PERKUSJA. Perkusja jest moim zdaniem najbardziej rozległym z możliwych kierunkiem kształcenia instrumentalisty. Uczy grania zarówno solo, w zespole, z akompaniamentem i w orkiestrze. W międzyczasie rozwijała się moja twórczość własna. Mając dwanaście lat (nie wiem, czemu tak to dobrze pamiętam) zrodziło się we mnie największe marzenie: aby zostać kompozytorem i dyrygentem (skąd się wzięło dyrygowanie - nie wiem, ale jako marzenie zostało i nie chce puścić). Tak jak się zrodziło, tak żyje do dziś i ma się dobrze. I przypomniało mi się, czemu to tak dobrze pamiętam! Otóż: w podstawówce działał zespół "Urwisy", w którym aktywnie się udzielałem i w jakiś sposób wyróżniałem pod względem muzycznym, oprócz tego różne muzyczne akcje itp, za które zostałem wynagrodzony statuetką "Mały Maestro" (mam ją do dziś - całą pomimo, że jest z gipsu q;) w kategorii muzyka, do tego dołączona była nagroda w postaci płyty z muzyką.. Bacha. Więc wróciłem pełen radości do domu i odtworzyłem sobie płytę.... i tu nastąpił przełom. Ta muzyka, ta głębia uczuć wyrażona przeplatającymi się melodiami, to było stworzone dla mnie. Przestałem akceptować wszystko ponad to i poniżej tego. Jednak, bardzo wolno zacząłem dojrzewać, zarówno do infantylizmu disco polo, jak i do skomplikowanego piękna muzyki współczesnej, czy jazzu. Zahaczając o moje sprawy uczuciowe, to określę to tak: od najmłodszych lat byłem wiernie kochliwy. (; Teraz jestem, jaki jestem, jak ktoś chce mnie poznać, to bardzo proszę (;. Jednak staram się nieco bardziej wpływać na moją przyszłą historię. (= Etykiety: autobiografia, osobiste Limak X. Robczuk
Komentarze:
2. Wyraź swoje zdanie.
sobota, 20 listopada 2010 18:22:00 CET
Witaj. Może mnie jeszcze pamiętasz, ale jak nie to trudno...Ostatnio przeczytałam pewną książkę i doszłam do wniosku, że za dużo życia marnuję na moje dotychczasowe zajęcie, którym jest sport. Na domiar złego dowiedziałam się że jestem poważnie chora. I jak tu spędzić ostatnie miesiące życia??? Jakiego życia, jeżeli moim całym życiem jest to co robię???...Każdy ma swoje pasje i ja to rozumiem, podziwiam Twoją osobę, to co robisz, aczkolwiek staraj się również dostrzegać to co cię otacza wokoło, zauważać innych ludzi, chociaż troszkę, bo kiedyś może być już za późno, tak jak jest za późno dla mnie...Pozdrawiam
sobota, 27 listopada 2010 18:32:00 CET
no, no, no...muszę powiedzieć, że jestem pod wrażeniem Twojego podejścia do życia, ale w sumie to się nie dziwię, że nie masz dziewczyny skoro ty im nawet nie dajesz szansy, a założę się, żer pełno ich wokół Ciebie :)
piątek, 24 września 2010; 12:24:00 Pokaż Podróż życia na większej mapie Tak ona przebiegała (;. Ze Słupska pojechałem do Poznania, pożegnać się z nim od studenckiej strony.. ale tylko na rok (;. Niestety nie wyszło. Biblioteka nie zechciała mi podpisać obiegówki, więc nadal moje dokumenty są w Poznaniu. Odzyskam za rok q;. Potem miałem się zamknąć w krakowskim klasztorze Kamedułów na tydzień. Przebyłem nocną i męczącą podróż pociągiem, żeby po 04:00 być już w Krakowie. Następnie Korzystając z mobilnej wersji GoogleMap odnalazłem klasztor i przebyłem fascynującą pieszą wędrówkę do niego. Droga wiodła przez miasto, aż do samego końca, następnie drogą wylotową w stronę Bielan. Jednak najwspanialsza część tej wędrówki nastąpiła po zboczeniu z trasy w las. Do klasztoru prowadzą bardzo strome leśne ścieżki turystyczne. Przeżycia, ok 06:00, w lesie - bezcenne (=. Tym bardziej, że było tam przepięknie. Tutaj należy się szczególne podziękowanie telefonowi Nokia 6300, którego bateria w kryzysowych sytuacjach staje się naprawdę mocna q; oraz Google Inc., za produkt taki jak Google Maps, które w połączeniu z powyższym telefonem stanowią niesamowicie dokładny przewodnik szalonego turysty q;. Oczywiście nie można zapomnieć o Polkomtel S.A., która nie żałuje zasięgu nawet w ciemnym lesie oraz jest dostawcą mixPlusa, w którym jest dostępny przyjemny pakiet 100MB za 10zł (;. Dobra, dość reklamy. Po 07:00 przybyłem do klasztoru. Musiałem poczekać, ponieważ bramę otwierają dopiero o 07:30. Chwilę przed czasem pociągnąłem za dzwonek i pełen emocji czekałem na brata furtiana. Jest to przesympatyczny, siwy brat, którego imienia niestety nie pamiętam )=. Przybyłem, powiedziałem, że chciałbym zostać na tydzień.. ale nie byłem umówiony. Nie wiedziałem, że zainteresowanie będzie tak ogromne i nie znajdzie się dla mnie miejsca. Pobyłem więc tam kilka godzin, wymodliłem się, poczytałem pobożną literaturę, którą miałem ze sobą, naładowałem telefon. Zszedłem z góry klasztornej w poszukiwaniu autobusu. Przystanek na szczęście był bardzo blisko, a na przystanku przemiły dziadek, który doradził jak najlepiej dojechać do miasta, opowiedział nieco historii swojego życia oraz zaproponował opiekę nad swoją osobą, żebym uniknął płacenia za bilet (;. Zacząłem więc na żywo planować dalszą podróż. Uznałem, że zrobię sobie rekolekcje i odpoczynek na własną rękę, tym bardziej, że okolica ciekawa.. do gór blisko (;. I pierwsza myśl, jaka mnie natchnęła, to Tatry. Ale pomyślałem, do Wadowic blisko, to najpierw tam uderzę, zobaczę skąd pochodził nasz papież. Jednak wcześniej zostałem na dwie noce w Krakowie. Zwiedziłem, niestety PRAWIE cały Wawel, ponieważ muzeum w weekendy jest nieczynne, zobaczyłem sarkofag prezydenta. Niezwykle skromny i dostojny. Oczywiście odwiedziłem Smoka Wawelskiego pod jamą (;. Sukiennice, ulica Bracka, te miejsca nie mają już dla mnie tajemnic (;. W końcu przyszedł czas na Wadowice. Podróż minęła spokojnie, w pociągu mało ludzi, pogoda dopisywała. Wadowice od razu skojarzyły mi się z miasteczkiem małym i skromnym. I takie są. Po wstępnym zapoznaniu się z miastem wyciągnąłem zeszycik, w którym jeszcze w Krakowie dobierając się do kawiarenki internetowej, zanotowałem telefony do kilku punktów noclegowych. Po kilku odmowach i nieudanych próbach połączeń straciłem nadzieję i szukałem miejsca, aby się posilić. Wtem zadzwonił telefon. Pani oddzwoniła i zaproponowała nocleg. Niestety dość daleko i nie najtaniej. Powiedziałem, że się jeszcze zastanowię. Jedząc kebaba, usłyszałem drugi telefon. Odebrałem. Odezwał się pan, proponując ciekawy punk i cenę oraz nawet przywiezienie na miejsce. Grzecznie odmówiłem za podwózkę i wybrałem się we wskazane miejsce piechotką. Idąc wyłoniły mi się piękne góry Beskidu Małego i byłem zachwycony, że zafundowałem sobie takie widoki (=. Oferta okazała się być naprawdę ciekawa i po (moim zdaniem nieco głupim q;) pytaniu, czy jestem z żoną, pokazano mi przytulny, nowy domek z bali. Po zostawieniu bagaży i otrzymaniu naprawdę przydatnych instrukcji od właściciela postanowiłem już na spokojnie przejść się po Wadowicach. Był wieczór, wszystkie babciowo-barkowe pielgrzymki już sobie pojechały i ukazał się przede mną cały urok Wadowic (=. Po zapoznaniu się z miastem wróciłem na nocleg, na pożegnanie z właścicielem rzuciłem pytanie, co jeszcze ciekawego można tu zobaczyć. Wtedy poznałem niesamowitą wiedzę na temat całego regionu. Jest co zobaczyć, zapewniam. Pozytywnie zmotywowany postanowiłem następnego dnia odpocząć, a kolejnego wybrać się w góry. Wycieczka była wspaniała! Najpierw pojechałem busem do Suchej Beskidzkiej. następnie ok. 40km przez góry, zdobywając małe szczyty i wspinając się na najwyższy w okolicy Leskowiec (=. Widoków nie da się opisać, a zdjęcia nawet w 1% nie oddadzą tych widoków. Poprzez strome wejścia i zejścia, z butelką wody i pieśnią na ustach q;. W lasach ani żywej duszy, pustelnia totalna. Wyruszyłem z Suchej zielonym szlakiem turystycznym, następnie przeskoczyłem na czerwony i w Krzeszowie przeszedłem drogą "bez szlaku" na szlak żółty. Po drodze zboczyłem na żółty szlak edukacyjny, aby zdobyć szczyt Leskowca. Dotarłszy na Groń Jana Pawła II niebieskim szlakiem ruszyłem prosto do Wadowic (=. Chętnie bym podróż powtórzył, zmieniając nieco szlaki i poznając nowe widoki (=. Następnego dnia postanowiłem zobaczyć nieco innych atrakcji okolicy. Pojechałem do Inwałdu odwiedzić Park Miniatur, gdzie znajdują się kopie, najczęściej w skali 1:25, najwspanialszych atrakcji architektonicznych świata. Potem do Andrychowa busem i dalej piechotką do Rzyk do Parku Linowego, doznać trochę ekstremalnych wrażeń (;. Po przejściu całej trasy 5-10m nad ziemią, czułem niedosyt. Dokupiłem pakiet trzech atrakcji. Pierwsza - Huśtawka, polega na tym, że jestem wciągany na 15m na uprzęży, a następnie puszczany.. I tak się huśtam q;. Ten oddalający się i zbliżający świat jest nie do opisania q;. Następnie wykonałem krok z 15m. Spadłem (z pomocą uprzęży) lekko dotykając ziemi (;. Ostatnią rzeczą był zjazd na linie 150m trasą, podczas której prędkość rozwija się do ok 100km/h (;. Nie próbujcie tego w domu q;. Ostatni dzień poświeciłem już tylko Wadowicom i przygotowaniom do zwiedzenia Kalwarii Zebrzydowskiej. Zwiedziłem Muzeum Papieża, gdzie na prawdę trudno powstrzymać wzruszenie, oraz niektóre kościoły. Moją największą uwagę zwrócił klasztor Karmelitów, gdzie po raz pierwszy w życiu miałem do czynienia z pobożną mszą.. bez żadnego śpiewania. Na wejście i komunię czytane były antyfony, żadnej muzyki. Było to niesamowite przeżycie. W końcu mogłem uczestniczyć we mszy świętej, jako zwykły świecki i nic mnie nie rozpraszało od tego, co Najważniejsze. Jadąc do Białegostoku, postanowiłem "po drodze" odwiedzić Kalwarię Zebrzydowską. Także niesamowite miejsce. Szkoda, że nie zmotywowałem się na tyle, żeby przejść całe Ścieżki Kalwaryjskie. Ale jednak byłem nieco zmęczony. Poświęciłem ten czas na czytanie Pisma Świętego. No i nastąpiła najbardziej oczekiwana przeze mnie część wyprawy. Pomimo braku jakichś szczególnych krajobrazów, czy (wiedzy na temat) niesamowitych miejsc, była dla mnie najbardziej przejmująca (;. Otóż jechałem dopingować na Konkursie Młodych Organistów przy Festiwalu Muzyki Kościelnej w Białymstoku pewną niesamowitą osobę, którą wcześniej znałem.. tylko przez internet. Kasia okazała się, również w rzeczywistości, osobą niezwykle sympatyczną, bardzo rozkochaną w muzyce. Więc tematów nam nie brakowało (=. Konkurs był na bardzo wysokim poziomie, jednak w mojej prywatnej opinii, to nie jest ok, kiedy jurorami są nauczyciele uczestników. Uważam, że skoro konkurs skierowany jest do uczniów średnich szkół muzycznych, nie byłoby głupie, gdyby jurorami byli wykładowcy akademiccy. Dałoby to także możliwość młodym muzykom poznania profesorów i ich spojrzenia na muzykę. Koncerty w ramach festiwalu były na bardzo wysokim poziomie i zapadły w pamięć. Nasze prywatne z Kasią spędzenie czasu wolnego było niesamowite i nie zapomnę tych chwil do końca życia. Najwspanialszym wydarzeniem był zapewne cudowny zbieg okoliczności, w którym, zupełnie przypadkiem natrafiliśmy na koncert muzyki barokowej na oryginalnych instrumentach. Tam Kasia udowodniła mi swoją miłość do muzyki, bo tak zasłuchanej osoby jeszcze nigdy nie widziałem (;. Godnym napomknienia jest także spacer trasą ks. Andrzeja Sopoćko, zaproponowaną w festiwalowej mapce, na którego trasie znalazła się przepiękna kaplica sióstr Miłosierdzia Bożego, gdzie urzędował i pracował błogosławiony ksiądz. Oczywiście pierwsza rzecz, na którą w kaplicy zwróciliśmy uwagę to zadbana fisharmonia (;, do której niestety nikt nie miał klucza )=. Przez ostatni koncert laureatów nie zdążyłem na pociąg do Słupska, dlatego pomyślałem, że następnego dnia dotrzymam Kasi towarzystwa w drodze do Suwałk, w których okolicach mieszka. Północny-Wschód Polski to także piękne okolice, warte odwiedzenia (=. Niestety na zwiedzanie nie było za bardzo czasu każdy śpieszył się już w swoją stronę. Potem już tylko skomplikowanym połączeniem autobusowo-pociągowo-SKM'kowym dotarłem do Słupska. I wróciłem do normalnego życia (;. Nieco odmieniony q;. Tutaj zdjęcia:
Etykiety: podróże Limak X. Robczuk
Komentarze:
3. Wyraź swoje zdanie.
wtorek, 28 września 2010 16:34:00 CEST
Siemano:) Rydzu z tej strony. Przeczytałem twój opis o "Podróży życia" i jestem pod wrażeniem. Ciekawie to opisałeś i wciągnąłeś na chwilę do swego świata:). Ja także będę musiał odbyć taką podróż, ponieważ mnie zainspirowałeś;p. No może nie po kościołach(chociaż kto wie:D), ale na pewno tak samo ciekawą, intrygującą i zapierającą dech w "cyckach" wycieczkę.
Pozdrawiam Marcin Rydz. wtorek, 28 września 2010 16:48:00 CEST
Kwintesencją tego wypadu był pełen spontan jej organizowania (;.
środa, 29 września 2010 06:17:00 CEST
Wspomnienia wracają ;) Podróż życia? Chyba dotychczasowego, bo najpiękniejsze podróże być może są jeszcze przed Tobą... :)
wtorek, 11 maja 2010; 00:30:00 To jest autentyk. Cztery dni nie odczytywania poczty. Z tego tylko trzy reklamy. I jak tu nie być uzależnionym od internetu!? Limak X. Robczuk
Komentarze:
3. Wyraź swoje zdanie.
wtorek, 11 maja 2010 06:12:00 CEST
Hehe, a ja wczoraj robiłam zadania z tegorocznej matury z angielskiego... i był tam całkiem ciekawy tekst (do czytania ze zrozumieniem) o słynnych programistach, którzy ograniczają korzystanie z najnowszysch technologii- nie mają nawet komórki i skrzynki e-mail ;) Uważają siedzenie przed "screenem" za stratę czasu. Jeden z nich ma zasadę, że korzystając ze skrzynki
elektronicznej, nie odczytuje nowych wiadomości, zanim nie odpowie na stare! ^^ To są normalnie herosi... wtorek, 11 maja 2010 07:54:00 CEST
Jeżeli chodzi o zasadę nie odpowiadania na maile, do czasu zrobienia porządku i przeczytania wszystkiego [a pomijam w sprawdzaniu tylko "SPAM" i "Kosz" q;], to także jestem jej wyznawcą (;. Więc wybacz, jeszcze chwilę poczekasz na odpowiedź (;.
środa, 19 maja 2010 09:14:00 CEST
To Marek czy Jurek? Zdecyduj się. A może Lepper?...
środa, 28 kwietnia 2010; 22:18:00 ![]() Dlaczego Marek Jurek? Bo jestem Katolikiem. Dlatego zagłosuję na kandydata przedstawiającego najlepiej moje poglądy. Dziwi mnie fakt, że w kraju w którym największy procent ludności deklaruje przynależność do Kościoła Katolickiego, w sondażach przedwyborczych króluje liberał. Czy nie uważam, że mój głos, na tak słabo zapowiadającego się kandydata zostanie zmarnowany? Zmarnuję swój głos, popierając kogoś innego, niż Marka Jurka. Chcę, żeby ktoś pilnował porządku w tym kraju. Nie potrzebne nam afery i dodatkowe komisje. A rządy PO i PiS'u właśnie na tym polegają. Zrobić dużo szumu i udawać, że coś się dzieje, kiedy naprawdę nie dzieje się nic dla Polski. Tak to już jest, że to, co niekoniecznie dobre, jest najbardziej medialne. Ludzie, którzy bez wglądu we własny interes, z honorem, z zasadami chcą rządzić krajem, nie potrafią się wybić przez ZUPEŁNIE PUSTĄ medialność dwóch największych Polskich partii. Słyszy się także prawicowe głosy, że trzeba połączyć siły, aby nie dopuścić liberałów do władzy. Ale to chyba nie tak działa.. Polityka powinna być POZYTYWNA. Nie ma tu chodzić o "niszczenie" wrogów, ale popieranie osób, przedstawiających jak najbardziej nasze własne poglądy. Wtedy dopiero Polska będzie demokratyczna. Poza tym należy pamiętać, że wybory prezydenckie składają się z dwóch tur. Więc, gdyby zdarzyło się, że Marek Jurek do drugiej tury nie przejdzie oddam swój głos na innego kandydata, najbliżej realizującego moje poglądy. Etykiety: polityka Limak X. Robczuk
Komentarze:
6. Wyraź swoje zdanie.
czwartek, 29 kwietnia 2010 06:02:00 CEST
I dla mnie czas zainteresować się szerzej polityką... Już będę mogła w tym roku głosować. Przeraża mnie to- uważam, że 18 lat to trochę zbyt młody wiek na TAK ważne sprawy (wg mnie lepiej byłoby od 21), ale zamierzam korzystać jak najlepiej z mojego prawa wyborczego od początku do końca! Chociażby po to, żeby się przeciwstawić tej paskudnej bierności politycznej, która panuje w moim środowisku: mało kto chodzi na głosowania, a potem i tak wszyscy narzekają.
Mam nadzieję, że w naszym kraju zmieni się przynajmniej to. Że ludzie zrozumieją, iż osoby rządzące krajem to ICH wybór. niedziela, 2 maja 2010 10:24:00 CEST
w pełni zgadzam się z Tobą :) I ja będę na niego głosować. Miałam okazje poznać go osobiście a bardziej jego najmłodszą córkę Marysie i uważam go za szalenie inteligentnego faceta a o takich trudno w polskiej polityce niestety... :)
btw Ty cholera całkiem dobry jesteś w te brzęktolenie hihi pozwoliłam sobie ściągnąć Twój kwartet smyczkowy Pozdrawiam z brzydkiej Łodzi Piłcia :* czwartek, 20 maja 2010 22:14:00 CEST
A może Lepper?...
poniedziałek, 12 lipca 2010 23:41:00 CEST
Kamilu.. to, że ktoś jest katolikiem nie znaczy, że ma głosować na katolika, bo Kaczyński itp itd też jest nim. Ja jestem katolikiem i głosowałem na Komorowskiego, bo moim zdaniem jest najbardziej odpowiednim człowiekiem na te stanowisko. A po drugie to, że ktoś ma fajne poglądy to nic nie znaczy. Nie ma co wierzyć w idee bo te każdy ma fajne (prawie). Nie bądźmy naiwni. Krótko mówiąc Marek Jurek jest trochę populistą ale przede wszystkim słabym politykiem . Nic nie osiągnął. Pozdrawiam, mam nadzieje, że odpiszesz.
wtorek, 13 lipca 2010 09:49:00 CEST
Szkoda, że powyższa osoba się nie przedstawiła.
Ja jednak wychodzę z założenia, że Katolik, to jest osoba, która zgadza się w pełni z nauczaniem Kościoła Katolickiego. Bez wyjątków. Zgadza się z przedstawianym przez Kościół światopoglądem i dąży do niego. A konsekwencją tego powinien być wybór odpowiedniego procenta głosu Katolickiego w Rządzie. I mnie po prostu martwi ta polska hipokryzja, w której większość deklaruje się Katolikami, a tak naprawdę nimi nie jest. Prosty przykład, Kościół jest stanowczo przeciwny aborcji, więc żaden Katolik nie może popierać aborcji (jeżeli by popierał, to znaczy, że nie jest Katolikiem, bo samo popieranie jest wykluczeniem z Kościoła Katolickiego). A jedyni kandydaci przeciwni aborcji (Jurek i Korwin-Mikke), dostali ułamki procentów poparcia. Więc można mieć tylko nadzieję, że ta Katolicka część społeczeństwa po prostu nie uczestniczyła w wyborach. czwartek, 15 lipca 2010 23:57:00 CEST
Tak ale nie można narzucać wszystkim swoich poglądów. Każdy człowiek powinien wiedzieć co jest dla niego dobre a co złe. A po drugie dla mnie wyznacznikiem nie jest to czy ktoś jest katolikiem czy nie. A po drugie jeżeli polityk skupia się na sprawach homoseksualistów, aborcji i czyni to swoim głównym priorytetem to znaczy, że nie wie czego potrzebuje w tej chwili kraj. Bo jest dużo więcej ważny spraw. A popieranie aborcji bądź nie jest chęcią przylizania się wyborców gdyż w naszym sejmie póki co niemożliwe jest przegłosowanie ustawy o aborcji więc nawet dyskutowanie o ewentualnej jej wprowadzeniu nie ma sensu. Nam potrzebna jest reforma finansów publicznych, reforma zdrowia itp. I tu podoba mi się pomysł platformy. Marek Jurek katolik i nikt więcej. Zresztą sam wiesz jacy są katolicy, różni. Polacy - różni, różne wyznania i poglądy. Ktoś może być katolikiem praktykującym ale mieć skrajnie liberalne poglądy - tak jak ja. Oczywiście w woli ścisłości nie popieram aborcji. Ps. kiedy Komorowski powiedział, że jest za aborcją. O ile pamiętam podczas debaty Kaczyński też powiedział, że jest katolikiem i nie może się zgodzić na aborcję. Kamilu powiedz mi a czy takowy pan X - katolik jak mówisz chciałbym zagłosować na katolika ale Marek Jurek mu się nie podoba bo coś tam? To ma na niego głosować ac tylko DLATEGO, ŻE JEST KATOLIKIEM? Czy katolik nie może mieć poglądów liberalny wobec gospodarki, finansów, szkolnictwa czy służby zdrowia?
piątek, 29 stycznia 2010; 10:02:00
Jest to pierwszy i jedyny rozdział dawno napisanego opowiadania (;. Czekam na oceny i komentarze. Mogą być krytyczne q;.
- Tony! Jakiś chłopak do ciebie! - wydarła się moja matka w sronę schodów mając nadzieję, że usłyszę jej wołanie (co nie było trudne, bo kiedy była wciekła potrafiła podnosić głośność głosu o ok. 859,4%). Wolałem szybko zejść na dół uradowany, że ktoś daje mi jakiś pretekst żeby choć na chwilę opuścić cztery ściany, niż dłużej słuchać bzdurnej (i niezwykle głośnej) wymiany zdań między ojcem, a matką. Etykiety: moja twórczość, napisałem Limak X. Robczuk środa, 13 stycznia 2010; 14:04:00
[łac. subtilis - subtelny, delikatny, wytworny; dokładny, szczegółowy, precyzyjny; przebiegły, podstępny]
Bardzo wyszukany styl muzyki XIVw. [późne Ars Nova] świeckiego pochodzenia, występujący w południowej Francji, Włoszech i Cyprze. Termin użyty przez Urszulę Gunter, a zapożyczony z traktatu "Tractatus da diveris figuris" Philipusa da Castera odnośnie kompozytorów modyfikujących styl motetów z charakterystycznego dla Ars Novy do wczesnych Chanson. Charakterystyka stylu: Spójność tonalna motywiczna, niezależność kontrapunktowa kontratenoru, powtarzalność wzorów, skomplikowanie rytmiczne [triole, duole, synkopy, rozdrobnienie wartości rytmicznych], manieryczna notacja. Przedstawiciele: ANTONELLO DA CASERTA Włoch żyjący na przełomie XIV i XV wieku; mnich. Jeden z bardziej znanych kompozytorów generacji Guilliauma de Machaut. Komponował w języku Włoskim i Francuskim. Ulegał francuskim wpływom. Jedna z ballat cytuje Johana Villauta, kompozytora paryskiego. Stosował nieregularne metrum i proporcjonalne rytmy. Dzieła w języku włoskim są prostsze w środkach os francuskojęzycznych. PHILLIPUS DA CASERTA Teoretyk muzyki i kompozytor, ojciec Antonella. Działał na dworze papieskim w Avignonie. Większość twórczości to ballaty z wykorzystywanymi motywami Guilliauma de Machaut. JOHANNES CICONIA Kompozytor i teoretyk z Florencji z XIV/XV w. Poświęcony służbie katedralnej w Padwie i kapeli papieskiej. Jego styl, to połączenie późnego, francuskiego Ars Nova i Ars Subtilior, prowadzące do melodyki wczesnego renesansu. Tworzył muzykę świecką i sakralną [ballaty, motety, madrygały, pary części mszy, niektóre izorytmiczne]. BAUDE CORDIER [właściwie Baude Fresnela] Kompozytor w Reins lat 1380-1440. Uważany za przykładowego przedstawiciela Ars Subtilior. Stosował notację menzuralną, kolory w partyturze. Większość przetrwałych utworów, to skomplikowane melodycznie i rytmicznie rondaux. Dwa utwory są przykładem "muzyki oczu" [ang. "eye music"]: "Belle, Bonne, Sage" [Piękny, dobry, zaradny] - pieśń miłosna napisana w kształcie serca; oraz "Tout par compase sug composes" [Komponowane z kompasem] - kanon napisany w kółko. MARTINUS FABRI ? - 05.1400, holenderski kompozytor i śpiewak. Z jego twórczości przetrwały tylko cztery ballaty, dwie z tekstem francuskim i dwie prawdopodobnie instrumentalne. Wszystkie trzygłosowe z dodatkowym głosem jako alternatywa dla trzeciego. PAOLO DA FIRENZE Włoski kompozytor i teoretyk muzyki. Zakonnik benedyktyński, łączący poglądy konserwatywne z nowoczesnymi. Większość twórczości świecka, 2-3 głosowa. Bardzo dobrze zachowane kompozycje: 13 madrygałów, 46 ballat, 5 świeckich pieśni, nie znaleziono żadnej kompozycji skomponowanej po 1410 roku. Jego styl łączy francuski i włoski, z wpływami manierystycznej szkoły Avignon oraz Ars Subtilior. MATTEO DA PERUGIA Kantor katedry w Mediolanie. Dopisał wiele partii kontratenorowych do istniejących kompozycji, przez co długo uważano go za ich oryginalnego twórcę. JACUBA SENCECHES Kompozytor francusko-flamandzki, harfista i papieża Benedykta XIII. Rozwinął wiele rytmicznych i notacyjnych innowacji. SOLAGE Jeden z głównych przedstawicieli Ars Subtilior, kompozytor francuski. Jego muzyka charakteryzuje się bardzo rozszerzoną skalą głosów, chromatycznością, twórca muzyki eksperymentalnej: "Fumeux, fume par fumme" [palacz pali przez dym] - żartobliwej kompozycji, w której tonacja opada tak, że wykonanie partii staje się niemożliwe. Należał do satyrycznej grupy "Stowarzyszenia Palaczy". Jego twórczość obejmuje 9 ballat, 2 virelais i rondaux. ANTONIO ZACARA [Zachariasz] DA TERAMO Sekretarz papieża Bonifacego IX i śpiewak w kaplicy papieskiej. Jego styl wywodzi się od włoskiego trecenta, przez Ars Subtilior, do wczesnego renesansu. Przetrwało wiele par mszalnych [Kyrie - Gloria], a z muzyki świeckiej oprócz kilku ballat, po jednym caccio, balladzie i madrygale. Stworzył "Entuzjastyczną modlitwę do Plutona, króla demonów", co jest bardzo zastanawiające, ponieważ był sekretarzem papieża. Jego rozwiązania są widzialne u wielu innych kompozytorów. Jako jeden z pierwszych zaczął dzielić głosy divisi. Etykiety: historia muzyki, muzyka Limak X. Robczuk niedziela, 10 stycznia 2010; 02:11:00 UWAGA! Post zawiera opisy przekłuwania żył i inne drastyczne, dla niektórych, sceny. Nie polecane osobom, o słabych nerwach. Wczoraj [znaczy się w dzień] tradycyjnie, jak co osiem tygodni, poszedłem oddać honorowo krew. Ponieważ wcześniej miewałem problemy z tłustością krwi, postanowiłem odżywić się bardzo lekko, jak zalecali lekarze. Na miejscu wszystko pięknie, proceduralnie, aż do próbnego pobierania krwi.. Znów tradycyjnie oddałem prawą rękę. Odczułem szczypanie charakterystyczne dla przebicia żyły na wylot [lub przynajmniej dotknięcia ścianki żyły końcówką igły], ale po kilku manipulacjach igłą w mojej żyle, trochę krwi nakapało do pojemniczka.. właśnie.. TROCHĘ. Nie chciało lecieć, ledwie udało się zapełnić drugi pojemniczek do połowy. Ale pomyślałem, że w końcu z żyłami prawej ręki zawsze były problemy, dlatego lewą zostawiam na pobieranie właściwe. Więc poszedłem usiąść na ławeczce, poczekać na badanie. Czekałem dość długo i nie mogłem przejść ani jednej planszy sapera na komórce [może gdybym wziął łatwiejszy poziom.. ale uparłem się na najtrudniejszy q;]. Na szczęście wywołali mnie jako pierwszego i z grupy mężczyzn wszedłem do badania na początku. Tam znowu pewna sympatyczna pani doktor przypomniała mi, że pół roku od zmiany partnera seksualnego nie należy oddawać krwi, nawet nie dała dojść do słowa, że nie miałem jeszcze czego zmieniać q;. Po tym specyficznym akcencie poszedłem umyć ręce w okolicy zgięcia łokciowego i po ciasteczka i kawę q;. Nie zdążyłem nawet wypić kawy do końca [w ogóle, ja kawę piję tylko, kiedy oddaję krew, nigdy inaczej] a już mnie zawołali do pokoju 1. Tam spokojnie usiadłem na fotelu i miłe panie się mną zaczęły zajmować [q; bez podtekstów!]. Kiedy miałem już tę piękną trzy-milimetrową igłę w żyle, jak taki chojrak zapytałem się na czym polega oddawanie płytek krwi. Wtedy wydarzyło się coś niespotykanego. W miejscu ukłucia pojawiła się taka śmieszna gulka [wtedy mi raczej do śmiechu nie było..], ale że krew jeszcze jako tako leciała, to po prostu poluźniono mi zacisk na ramieniu, sam nie protestowałem. I znów.. kapało, chciałoby się powiedzieć, jak krew z nosa, ale zając moje krwotoki, określenie to będzie bardzo nieadekwatne. Znów zabawa igłą w żyle, aby udrożnić przepływ krwi [chyba za tym najbardziej nie przepadam w oddawaniu krwi..], ale to wszystko bezskutecznie. Kiedy krew przestała w ogóle wpływać do worka, a gulka gwałtownie powiększać, przedstawiono mi dwie opcje do wyboru. Pierwsza miała polegać na znalezieniu innej, w miarę przepływowej żyły w lewej ręce, aby wyciągnąć ode mnie jak najwięcej tej rzadkiej grupy A Rh-, a druga, to natychmiastowe przerwanie zabiegu, przy czym zapewniono mnie, że zarówno zwolnienie, jak i czekolady dostanę wybierając którąkolwiek z opcji [chyba dlatego, że byłem dzielny q;]. Więc altruistycznie zgodziłem się na kolejne przekłucie myśląc, że stres i podwyższone ciśnienie ułatwią dokapanie tych 450ml. Po zlokalizowaniu niezidentyfikowanej żyły [wcześniej nawet nie wiedziałem, że ją mam!] pielęgniarka wbiła igłę. Do rurki pociekło z 15cm krwi. Po delikatnym wysunięciu igły poleciało kolejne 25. I tyle. Pielęgniarka, chyba już nawet trochę poddenerwowana szybko wyjęła igłę i poprosiła koleżankę, aby mi ucisnęła te dwa ukłucia, a sama poszła po jakiś żel. Wiem, że był chłodzący i mnie potem nie bolało q;. Następnie moje zgięcie łokcia zostało przykryte gazą i oklejone dookoła szerokim plastrem [znaczy się, nie mogłem praktycznie w ogóle zgiąć ręki]. Najprawdopodobniejszą przyczyną takiego stanu rzeczy była zbyt gęsta krew. Powinienem był więcej wypić.. a ja poszedłem za poprzednią radą i zminimalizowałem jakiekolwiek spożycie czegokolwiek. To była lekcja złotego środka.. Z karą.. później musiałem odkleić dookoła ten plaster [niech każdy, kto to czyta zapamięta: plaster najlepiej odklejać z włosem, dlatego należy prosić i o przyklejenie w ten sposób.. inaczej będzie ból..]. To wszystko na.. wczoraj? Dobranoc (= Etykiety: krwiodawstwo Limak X. Robczuk
Komentarze:
3. Wyraź swoje zdanie.
sobota, 9 stycznia 2010 16:59:00 CET
Mówiłam, ze wszystkie takie akcje zawsze zaczynają się od...Chciałem zrobić dobry uczynek... Ale gratuluję odwagi i wytrwałości. Opis także bardzo sugestywny, wręcz współodczuwałam prawie ból. Pozdrawiam
Beata B. niedziela, 10 stycznia 2010 19:41:00 CET
Ostatnio przełamałam swój lęk przed pobraniami krwi (zastrzyki zniosę zawsze, ale pobrania bałam się jak ognia!) i tak sobie pomyślałam, że jako pełnoletnia będę oddawać krew ^^ Ale po przeczytaniu tegoż... trochę mi się odechciewa ;D
PS. "Powinienem był więcej wypić" ;) --> dobre ;p niedziela, 10 stycznia 2010 20:26:00 CET
"Powinienem był więcej wypić"
oczywicie płynów bezalkoholowych q;. Wody, soku, mleka. I miałem poważny dylemat, czy opisać swoją przygodę, właśnie dlatego, że mógłbym kogoś zniechęcić. Ale zazwyczaj to wygląda zupełnie inaczej (=. To była moja wina, bo wypiłem za małop płynów. czwartek, 7 stycznia 2010; 12:43:00
Ostatnie Europejskie Spotkanie Młodych Taize odbyło się w Poznaniu. Miałem tą przyjemność w nim uczestniczyć (=. Jest to niesamowite przeżycie, pełne modlitewnego skupienia w ciszy. Dzięki temu nabrałem energii do pracy w tym roku.
Organizacja po przyjeździe nie sprawiała większych trudności i nie była frustrująca. Zdziwił mnie jednak fakt, że naszą słupską grupę musieliśmy podzielić na wiele kilkuosobowych grupek. Nie wiem jaką strategię obrano przy przydzielaniu miejsc, ale myślę, że można to było zrobić odrobinę sprawniej. Dodatkowym zaskoczeniem było, że organizatorzy nie bardzo wiedzieli co zrobić z osobami, które chcąc oficjalnie uczestniczyć w spotkaniu, na dodatek z wybraną grupą i w wybranej parafii, mieli gdzie mieszkać. Brak takiej "przejrzystości regulaminu". W końcu wyszło na to, że byłem zarejestrowany tylko w parafii i tylko tam się udzielałem. W pierwszy dzień modlitwy na hali jak zwykle najbardziej wyrafinowane, pełne modlitewnego skupienia. Za to, jak to zwykle bywa każdego pierwszego dnia, były trudności z odnalezieniem odpowiednich miejsc [tym bardziej, kiedy idzie się bardziej na własną rękę, a nie z tłumem (;], ale wszelkie mapki były na tyle czytelne i proste, że po chwili namysłu można było skutecznie trafić. Drugi dzień, także "jak zwykle" [o ile można tak powiedzieć będąc tylko dwa razy wcześniej na ESM (;] najbardziej ruchliwy. Ciężko było o skupienie nawet na modlitwach, ponieważ z tyłu ludzie nie uszanowali ciszy i modlitewnego skupienia, był ruch, co rusz ktoś wchodził, wychodził, rozmawiał.. Spowodowane to było zapewne tym, że na drugi dzień przyjechało najwięcej "gości", takich osób chcących zobaczyć co to jest lub po prostu uczestniczyć w tym wydarzeniu, bo głupio nie być, kiedy ma się Poznań pod nosem (;. Z jednej strony to źle, bo wypacza się ten modlitewny charakter spotkania, z drugiej jednak, można spotkać wielu dawno nie widzianych znajomych (= [pozdrowienia dla pewnego księdza (;]. W trzeci dzień, na szczęście, wrócił modlitewny charakter, co w ogólnym względzie bardzo dobrze świadczy o uczestnikach, ponieważ Nabożeństwo Światła jest bardzo efektowne i mogłoby się wydawać, że ludzie przyjdą tylko żeby popatrzeć, a jednak skupienia nie brakowało. Coś niesamowitego modlić się przy świecy trzymanej w ręce (=. Niestety, mogę chyba trochę ponarzekać na sylwester.. Bo wszystko byłoby super, gdyby wcześniej sprawdzono i przygotowano sprzęt grający. Jakby nie patrzeć nie da się tańczyć przy muzyce, która raptem zwalnia i przerywa, bo procesor w komputerze nie nadąża przetwarzać informacji.. Sam repertuar też nie był zbytnio atrakcyjny, ale tak z boku patrząc, całą dyskotekę można by oprzeć na Abbie, Madonnie i Michaelu Jacksonie i raczej nikt by nie narzekał (;. _ _ _ I o dziwo.. w tym roku nie było żadnych noworocznych postanowień. Wydaje mi się, że nie mam potrzeby ich sobie zakładać, ponieważ [jak na razie] wiem czego chcę, co muszę w sobie zmienić, co osiągnąć. Dlatego pomyślałem, że oprócz tego, co sam chcę ze sobą zrobić, bardziej się skupię w pomocy mojej Ukochanej z noworocznymi postanowieniami. Mam nadzieję, że będę w tym skuteczny (;. ***= Limak X. Robczuk
Komentarze:
5. Wyraź swoje zdanie.
czwartek, 7 stycznia 2010 14:49:00 CET
hmm..
Wszystko, co piszesz jest naprawdę ciekawe.. Ale nie wspomniałeś nic o żółwiu, ani Naszym kochanym Księdzu-Organizatorze ;D Z góry dziękuję za pomoc =***. czwartek, 7 stycznia 2010 15:30:00 CET
Najlepszym noworocznym postanowieniem jest brak postanowien. ;)
czwartek, 7 stycznia 2010 15:49:00 CET
Tak sobie obiektywnie patrzę na mojego posta i zauważyłem, że moim nieświadomym noworocznym postanowieniem jest pomoc mojej Ukochanej q;.
**nie wspomniałeś nic o żółwiu, ani Naszym kochanym Księdzu-Organizatorze ;D** Opisywałem Taize ogólnie.. a nie naszą grupę q;. piątek, 8 stycznia 2010 09:48:00 CET
Z mojej szkoły była, jak zwykle spora (bo 30-osobowa) ekipa. Nie natknąłeś się przypadkiem na suwalczan? ;) Poza tym na tegorocznym Taize moja wspaniała Wychowawczyni, pani J.Stankiewicz, była jedną z animatorek (to dopiero zaskoczenie!) Chciałabym kiedyś na to pojechać,pomodlić się, miło zacząć Nowy Rok, pogadać w międzynarodowej ekipie (tego szczególnie bym chciała) ;D Pozdrowienia :)
piątek, 8 stycznia 2010 11:24:00 CET
Zapraszam (=. Za rok w Rotterdamie q;.
poniedziałek, 28 grudnia 2009; 18:57:00
Szablon ukończony (=. Postawiłem na prostotę i minimalizm. Mam nadzieję, że ta forma jest przystępna dla wszystkich, ale wciąż jestem otwarty na uwagi (=, które w miarę możliwości będę realizował. Od nowego roku mam nadzieję regularnie umieszczać posty (=.
Pozdrawiam wszystkich gorąco i zapraszam do komentowania (=. Etykiety: start Limak X. Robczuk sobota, 5 grudnia 2009; 19:19:00
Jest! Udało się! Zupełnie samodzielny [może nie aż tak imponujący..] szablon na bloga zaczyna żyć własnym życiem (=.
Uznałem, że wygląd jest na tyle przystępny, że mogę zacząć powoli umieszczać posty. To jest pierwszy, startowy post. W nim się może przedstawię (;. Nazywam się Kamil Kuczborski, zajmuję się muzyką ogólnie, co można wyczytać z nagłówka (;. Dlatego, podejrzewam, tego będzie najwięcej na moim blogu. Ale postaram się umieszczać tu opinie, czasem jakieś przemyślenia. Może znajdą się recenzje filmów, czy książek. Co jakiś czas, w przypływie weny udaje mi się stworzyć jakieś dziełko artystyczne. Mam nadzieję, że to także się tu zmieści (=. A tymczasem, pozdrawiam wszystkich ciepło w tę jesień (=. Etykiety: start Limak X. Robczuk |