|
piątek, 24 września 2010; 12:24:00 Pokaż Podróż życia na większej mapie Tak ona przebiegała (;. Ze Słupska pojechałem do Poznania, pożegnać się z nim od studenckiej strony.. ale tylko na rok (;. Niestety nie wyszło. Biblioteka nie zechciała mi podpisać obiegówki, więc nadal moje dokumenty są w Poznaniu. Odzyskam za rok q;. Potem miałem się zamknąć w krakowskim klasztorze Kamedułów na tydzień. Przebyłem nocną i męczącą podróż pociągiem, żeby po 04:00 być już w Krakowie. Następnie Korzystając z mobilnej wersji GoogleMap odnalazłem klasztor i przebyłem fascynującą pieszą wędrówkę do niego. Droga wiodła przez miasto, aż do samego końca, następnie drogą wylotową w stronę Bielan. Jednak najwspanialsza część tej wędrówki nastąpiła po zboczeniu z trasy w las. Do klasztoru prowadzą bardzo strome leśne ścieżki turystyczne. Przeżycia, ok 06:00, w lesie - bezcenne (=. Tym bardziej, że było tam przepięknie. Tutaj należy się szczególne podziękowanie telefonowi Nokia 6300, którego bateria w kryzysowych sytuacjach staje się naprawdę mocna q; oraz Google Inc., za produkt taki jak Google Maps, które w połączeniu z powyższym telefonem stanowią niesamowicie dokładny przewodnik szalonego turysty q;. Oczywiście nie można zapomnieć o Polkomtel S.A., która nie żałuje zasięgu nawet w ciemnym lesie oraz jest dostawcą mixPlusa, w którym jest dostępny przyjemny pakiet 100MB za 10zł (;. Dobra, dość reklamy. Po 07:00 przybyłem do klasztoru. Musiałem poczekać, ponieważ bramę otwierają dopiero o 07:30. Chwilę przed czasem pociągnąłem za dzwonek i pełen emocji czekałem na brata furtiana. Jest to przesympatyczny, siwy brat, którego imienia niestety nie pamiętam )=. Przybyłem, powiedziałem, że chciałbym zostać na tydzień.. ale nie byłem umówiony. Nie wiedziałem, że zainteresowanie będzie tak ogromne i nie znajdzie się dla mnie miejsca. Pobyłem więc tam kilka godzin, wymodliłem się, poczytałem pobożną literaturę, którą miałem ze sobą, naładowałem telefon. Zszedłem z góry klasztornej w poszukiwaniu autobusu. Przystanek na szczęście był bardzo blisko, a na przystanku przemiły dziadek, który doradził jak najlepiej dojechać do miasta, opowiedział nieco historii swojego życia oraz zaproponował opiekę nad swoją osobą, żebym uniknął płacenia za bilet (;. Zacząłem więc na żywo planować dalszą podróż. Uznałem, że zrobię sobie rekolekcje i odpoczynek na własną rękę, tym bardziej, że okolica ciekawa.. do gór blisko (;. I pierwsza myśl, jaka mnie natchnęła, to Tatry. Ale pomyślałem, do Wadowic blisko, to najpierw tam uderzę, zobaczę skąd pochodził nasz papież. Jednak wcześniej zostałem na dwie noce w Krakowie. Zwiedziłem, niestety PRAWIE cały Wawel, ponieważ muzeum w weekendy jest nieczynne, zobaczyłem sarkofag prezydenta. Niezwykle skromny i dostojny. Oczywiście odwiedziłem Smoka Wawelskiego pod jamą (;. Sukiennice, ulica Bracka, te miejsca nie mają już dla mnie tajemnic (;. W końcu przyszedł czas na Wadowice. Podróż minęła spokojnie, w pociągu mało ludzi, pogoda dopisywała. Wadowice od razu skojarzyły mi się z miasteczkiem małym i skromnym. I takie są. Po wstępnym zapoznaniu się z miastem wyciągnąłem zeszycik, w którym jeszcze w Krakowie dobierając się do kawiarenki internetowej, zanotowałem telefony do kilku punktów noclegowych. Po kilku odmowach i nieudanych próbach połączeń straciłem nadzieję i szukałem miejsca, aby się posilić. Wtem zadzwonił telefon. Pani oddzwoniła i zaproponowała nocleg. Niestety dość daleko i nie najtaniej. Powiedziałem, że się jeszcze zastanowię. Jedząc kebaba, usłyszałem drugi telefon. Odebrałem. Odezwał się pan, proponując ciekawy punk i cenę oraz nawet przywiezienie na miejsce. Grzecznie odmówiłem za podwózkę i wybrałem się we wskazane miejsce piechotką. Idąc wyłoniły mi się piękne góry Beskidu Małego i byłem zachwycony, że zafundowałem sobie takie widoki (=. Oferta okazała się być naprawdę ciekawa i po (moim zdaniem nieco głupim q;) pytaniu, czy jestem z żoną, pokazano mi przytulny, nowy domek z bali. Po zostawieniu bagaży i otrzymaniu naprawdę przydatnych instrukcji od właściciela postanowiłem już na spokojnie przejść się po Wadowicach. Był wieczór, wszystkie babciowo-barkowe pielgrzymki już sobie pojechały i ukazał się przede mną cały urok Wadowic (=. Po zapoznaniu się z miastem wróciłem na nocleg, na pożegnanie z właścicielem rzuciłem pytanie, co jeszcze ciekawego można tu zobaczyć. Wtedy poznałem niesamowitą wiedzę na temat całego regionu. Jest co zobaczyć, zapewniam. Pozytywnie zmotywowany postanowiłem następnego dnia odpocząć, a kolejnego wybrać się w góry. Wycieczka była wspaniała! Najpierw pojechałem busem do Suchej Beskidzkiej. następnie ok. 40km przez góry, zdobywając małe szczyty i wspinając się na najwyższy w okolicy Leskowiec (=. Widoków nie da się opisać, a zdjęcia nawet w 1% nie oddadzą tych widoków. Poprzez strome wejścia i zejścia, z butelką wody i pieśnią na ustach q;. W lasach ani żywej duszy, pustelnia totalna. Wyruszyłem z Suchej zielonym szlakiem turystycznym, następnie przeskoczyłem na czerwony i w Krzeszowie przeszedłem drogą "bez szlaku" na szlak żółty. Po drodze zboczyłem na żółty szlak edukacyjny, aby zdobyć szczyt Leskowca. Dotarłszy na Groń Jana Pawła II niebieskim szlakiem ruszyłem prosto do Wadowic (=. Chętnie bym podróż powtórzył, zmieniając nieco szlaki i poznając nowe widoki (=. Następnego dnia postanowiłem zobaczyć nieco innych atrakcji okolicy. Pojechałem do Inwałdu odwiedzić Park Miniatur, gdzie znajdują się kopie, najczęściej w skali 1:25, najwspanialszych atrakcji architektonicznych świata. Potem do Andrychowa busem i dalej piechotką do Rzyk do Parku Linowego, doznać trochę ekstremalnych wrażeń (;. Po przejściu całej trasy 5-10m nad ziemią, czułem niedosyt. Dokupiłem pakiet trzech atrakcji. Pierwsza - Huśtawka, polega na tym, że jestem wciągany na 15m na uprzęży, a następnie puszczany.. I tak się huśtam q;. Ten oddalający się i zbliżający świat jest nie do opisania q;. Następnie wykonałem krok z 15m. Spadłem (z pomocą uprzęży) lekko dotykając ziemi (;. Ostatnią rzeczą był zjazd na linie 150m trasą, podczas której prędkość rozwija się do ok 100km/h (;. Nie próbujcie tego w domu q;. Ostatni dzień poświeciłem już tylko Wadowicom i przygotowaniom do zwiedzenia Kalwarii Zebrzydowskiej. Zwiedziłem Muzeum Papieża, gdzie na prawdę trudno powstrzymać wzruszenie, oraz niektóre kościoły. Moją największą uwagę zwrócił klasztor Karmelitów, gdzie po raz pierwszy w życiu miałem do czynienia z pobożną mszą.. bez żadnego śpiewania. Na wejście i komunię czytane były antyfony, żadnej muzyki. Było to niesamowite przeżycie. W końcu mogłem uczestniczyć we mszy świętej, jako zwykły świecki i nic mnie nie rozpraszało od tego, co Najważniejsze. Jadąc do Białegostoku, postanowiłem "po drodze" odwiedzić Kalwarię Zebrzydowską. Także niesamowite miejsce. Szkoda, że nie zmotywowałem się na tyle, żeby przejść całe Ścieżki Kalwaryjskie. Ale jednak byłem nieco zmęczony. Poświęciłem ten czas na czytanie Pisma Świętego. No i nastąpiła najbardziej oczekiwana przeze mnie część wyprawy. Pomimo braku jakichś szczególnych krajobrazów, czy (wiedzy na temat) niesamowitych miejsc, była dla mnie najbardziej przejmująca (;. Otóż jechałem dopingować na Konkursie Młodych Organistów przy Festiwalu Muzyki Kościelnej w Białymstoku pewną niesamowitą osobę, którą wcześniej znałem.. tylko przez internet. Kasia okazała się, również w rzeczywistości, osobą niezwykle sympatyczną, bardzo rozkochaną w muzyce. Więc tematów nam nie brakowało (=. Konkurs był na bardzo wysokim poziomie, jednak w mojej prywatnej opinii, to nie jest ok, kiedy jurorami są nauczyciele uczestników. Uważam, że skoro konkurs skierowany jest do uczniów średnich szkół muzycznych, nie byłoby głupie, gdyby jurorami byli wykładowcy akademiccy. Dałoby to także możliwość młodym muzykom poznania profesorów i ich spojrzenia na muzykę. Koncerty w ramach festiwalu były na bardzo wysokim poziomie i zapadły w pamięć. Nasze prywatne z Kasią spędzenie czasu wolnego było niesamowite i nie zapomnę tych chwil do końca życia. Najwspanialszym wydarzeniem był zapewne cudowny zbieg okoliczności, w którym, zupełnie przypadkiem natrafiliśmy na koncert muzyki barokowej na oryginalnych instrumentach. Tam Kasia udowodniła mi swoją miłość do muzyki, bo tak zasłuchanej osoby jeszcze nigdy nie widziałem (;. Godnym napomknienia jest także spacer trasą ks. Andrzeja Sopoćko, zaproponowaną w festiwalowej mapce, na którego trasie znalazła się przepiękna kaplica sióstr Miłosierdzia Bożego, gdzie urzędował i pracował błogosławiony ksiądz. Oczywiście pierwsza rzecz, na którą w kaplicy zwróciliśmy uwagę to zadbana fisharmonia (;, do której niestety nikt nie miał klucza )=. Przez ostatni koncert laureatów nie zdążyłem na pociąg do Słupska, dlatego pomyślałem, że następnego dnia dotrzymam Kasi towarzystwa w drodze do Suwałk, w których okolicach mieszka. Północny-Wschód Polski to także piękne okolice, warte odwiedzenia (=. Niestety na zwiedzanie nie było za bardzo czasu każdy śpieszył się już w swoją stronę. Potem już tylko skomplikowanym połączeniem autobusowo-pociągowo-SKM'kowym dotarłem do Słupska. I wróciłem do normalnego życia (;. Nieco odmieniony q;. Tutaj zdjęcia:
Etykiety: podróże Limak X. Robczuk |
Pozdrawiam Marcin Rydz.