|
niedziela, 10 października 2010; 23:28:00
Urodziłem się w Słupku, w rodzinie porządnych ludzi. Wychowywałem się początkowo na przy-kamienicznym podwórku. Miło wspominam te błogie lata. Przedszkole też miło wspominam, choć kojarzę, że raczej zamykałem się we własnym świecie i trzymałem z bardzo ograniczoną grupą dzieci. Ale mi to odpowiadało. Od najmłodszych lat chciałem być kimś "wielkim", praktycznie nie marzyło mi się bycie policjantem, lekarzem, czy strażakiem.
Mama szybko nauczyła mnie czytać i pisać. Z ich relacji wiem, że radziłem sobie z czytaniem już w wieku 3 lat, niedługo później składałem literki w wyrazy na papierze. W domu zawsze była muzyka. Tata pogrywał na gitarze, mama na akordeonie. Odkąd pamiętam mieliśmy w domu mały keyboard, idealnie dostosowany do moich pięcioletnich paluszków. Wtedy mama pokazała mi pierwsze melodyjki: "Wlazł kotek na płotek" oraz "Pojedziemy na łów". I tak bawiąc się tym keyboardem nieświadomie wkraczałem w świat, z którego nie ma odwrotu - do świata percepcji dźwięku (jak to mądrze brzmi q;). Pamiętam także, jak zacząłem (podglądając grającą mamę) dodawać kolejne głosy, proste akompaniamenty na dwóch dźwiękach. W wieku siedmiu lat odkryłem przypadkiem dominantę. I tak oto narodził się mój słuch harmoniczny. Korzystając z gotowych, keyboardowych podkładów próbowałem dopasowywać akordy do melodii. Mama widząc moje zainteresowanie muzyką zapisała mnie do szkoły muzycznej. Miał być akordeon, ale moje warunki fizyczne na to nie pozwalały, więc zaproponowano fortepian. Byłem ucieszony, ale niecierpliwy.. trzeba było siedzieć i ćwiczyć, a ja byłem na to zbyt ruchawy. Więc po drugiej klasie fortepian, wraz z całą szkoła muzyczną musiałem opuścić ze spuszczoną głową. Przez rok, w wieku 10 lat odczuwałem ogromny brak, czegoś bardzo ważnego w moim życiu. Całe szczęście, że wciąż było (do dziś jest) pianino elektryczne, przy którym począłem grać jakieś proste harmonie. W tym okresie życia odkryłem przewroty i trójdźwięki poboczne, co okazało się wystarczającą wiedzą do rozpoczęcia.. aranżacji i kompozycji. Po takich doświadczeniach nie widziałem dla siebie innej drogi, jak powrotu do szkoły muzycznej. Jednak musiał to być instrument bardziej "aktywny" niż fortepian. Wszystkie dętę i strunowe także odpadają, więc została.. PERKUSJA. Perkusja jest moim zdaniem najbardziej rozległym z możliwych kierunkiem kształcenia instrumentalisty. Uczy grania zarówno solo, w zespole, z akompaniamentem i w orkiestrze. W międzyczasie rozwijała się moja twórczość własna. Mając dwanaście lat (nie wiem, czemu tak to dobrze pamiętam) zrodziło się we mnie największe marzenie: aby zostać kompozytorem i dyrygentem (skąd się wzięło dyrygowanie - nie wiem, ale jako marzenie zostało i nie chce puścić). Tak jak się zrodziło, tak żyje do dziś i ma się dobrze. I przypomniało mi się, czemu to tak dobrze pamiętam! Otóż: w podstawówce działał zespół "Urwisy", w którym aktywnie się udzielałem i w jakiś sposób wyróżniałem pod względem muzycznym, oprócz tego różne muzyczne akcje itp, za które zostałem wynagrodzony statuetką "Mały Maestro" (mam ją do dziś - całą pomimo, że jest z gipsu q;) w kategorii muzyka, do tego dołączona była nagroda w postaci płyty z muzyką.. Bacha. Więc wróciłem pełen radości do domu i odtworzyłem sobie płytę.... i tu nastąpił przełom. Ta muzyka, ta głębia uczuć wyrażona przeplatającymi się melodiami, to było stworzone dla mnie. Przestałem akceptować wszystko ponad to i poniżej tego. Jednak, bardzo wolno zacząłem dojrzewać, zarówno do infantylizmu disco polo, jak i do skomplikowanego piękna muzyki współczesnej, czy jazzu. Zahaczając o moje sprawy uczuciowe, to określę to tak: od najmłodszych lat byłem wiernie kochliwy. (; Teraz jestem, jaki jestem, jak ktoś chce mnie poznać, to bardzo proszę (;. Jednak staram się nieco bardziej wpływać na moją przyszłą historię. (= Etykiety: autobiografia, osobiste Limak X. Robczuk
Komentarze:
2. Wyraź swoje zdanie.
sobota, 20 listopada 2010 18:22:00 CET
Witaj. Może mnie jeszcze pamiętasz, ale jak nie to trudno...Ostatnio przeczytałam pewną książkę i doszłam do wniosku, że za dużo życia marnuję na moje dotychczasowe zajęcie, którym jest sport. Na domiar złego dowiedziałam się że jestem poważnie chora. I jak tu spędzić ostatnie miesiące życia??? Jakiego życia, jeżeli moim całym życiem jest to co robię???...Każdy ma swoje pasje i ja to rozumiem, podziwiam Twoją osobę, to co robisz, aczkolwiek staraj się również dostrzegać to co cię otacza wokoło, zauważać innych ludzi, chociaż troszkę, bo kiedyś może być już za późno, tak jak jest za późno dla mnie...Pozdrawiam
Anonimowy sobota, 27 listopada 2010 18:32:00 CET
no, no, no...muszę powiedzieć, że jestem pod wrażeniem Twojego podejścia do życia, ale w sumie to się nie dziwię, że nie masz dziewczyny skoro ty im nawet nie dajesz szansy, a założę się, żer pełno ich wokół Ciebie :)
Anonimowy |